Serwis kibiców Górnika Łęczna

Rafał Wójcik: Zmiany w zespole są nieuniknione

Wywiad z nowym trenerem Górnika Łęczna, Rafałem Wójcikiem. 

Co pana skłoniło do tego, żeby przyjąć ofertę klubu z Łęcznej?
– Pomysł na zespół oraz plan odbudowy Górnika Łęczna. Nie ukrywam, że chodziło także o pewne sprawy prywatne. Do tej pory, pracowałem w Bytowie, czyli prawie 700 km od miejscowości, w której obecnie zamieszkuje. Teraz okres siedmiu godzin jazdy od domu do miejsca pracy zmniejszył się praktycznie do 90 minut. Priorytetem był też dla mnie fakt, iż po braku awansu Motoru Lublin oraz po spadku Wisły Puławy, Górnik jest w regionie ekipą, która w tej chwili znajduje się na czele lokalnej hierarchii sportowej.Łęczyński klub jako jedyny znajduje się na centralnym poziomie rozgrywek. Dlatego oferta działaczy była dla mnie bardzo atrakcyjna. Chciałbym być częścią projektu odbudowy Górnika i bardzo chętnie przyczyniłbym się do tego, żeby Lubelszczyzna była znaczącym graczem na rynku piłkarskim w Polsce

Skompletował pan już swój sztab szkoleniowy?
– Jestem w trakcie. Na pewno na stanowisku drugiego trenera pozostanie Sławek Nazaruk. W najbliższych dniach wyjaśnią się pozostałe kwestie. W sztabie będą również trener analityk oraz trener bramkarzy. Łącznie będą to cztery osoby, razem ze mną.

To musi być trudna sytuacja i jednocześnie ogromne wyzwanie, by przejmować zespół, który zaliczył dwa spadki z rzędu.
– To jest ogromna odpowiedzialność. Drużynie aktualnie potrzebny jest przede wszystkim spokój. Zawsze powtarzam, że do odbicia się jest potrzebne stabilne podłoże. Opisując to obrazowo – jeżeli na ćwiczeniach z gimnastyki mamy się odbić i przeskoczyć przez kozła, to potrzebujemy do tego urządzenia, które musi stabilnie stać, np. trampoliny. Dlatego celem numer jeden jest odbudowanie stabilności, przede wszystkim personalnej. Zawodnicy muszą odzyskać spokój. Trzeba uczynić wszystko, by piłkarze Górnika byli na tyle stabilni mentalnie, by mogli być gotowi na wspomniany wcześniej skok. Dopiero w następnej kolejności będziemy się zajmować takimi sprawami jak awans czy walka o najwyższe lokaty. Teraz musimy to zostawić i najpierw skupić się na budowie stabilizacji oraz podstaw. Później będziemy myśleć o skokach.

W związku z tym szykuje się dużo zmian w składzie?
– Na pewno tak. Zmiany są nieuniknione. Część decyzji personalnych już zapadła, ale jeszcze nie wszystkie. Większość zawodników jest jeszcze przed podpisaniem kontraktów. Jestem po indywidualnych rozmowach z wszystkimi piłkarzami, którzy w poprzednim sezonie grali w Górniku. Część z tych graczy mieści się w mojej wizji gry, natomiast część ma inne cele, które nie są tożsame z łęczyńskim klubem. Niektórzy zaś nie pasują do mojej koncepcji. W wyniku tych wszystkich czynników będziemy mieli mocno odmłodzoną kadrę. Chciałbym też, żeby w szatni było jak najwięcej zawodników, którzy pochodzą z Lubelszczyzny. Tacy piłkarze utożsamiają się z tutejszym środowiskiem, znają realia tego regionu i pasują mentalnie do klubu. Nie zapominajmy, że byłem wcześniej trenerem zespołów z hutniczych miast. Być może to było swego rodzaju punktem przełomowym dla decyzji działaczy, by mnie zatrudnić. W Łęcznej najwięcej jest górników, a to zawód o podobnej charakterystyce do hutnika. Ci ludzie przede wszystkim muszą ciężko pracować, a cechują ich uczciwość oraz ambicja. Właśnie na takie rzeczy zwracam uwagę u zawodników. Będę dążył podczas każdego treningu i meczu, do tego, by ludzie przychodzący na trybuny czuli, że „Górnicy” na boisku pracują równie ciężko, jak ci na kopalni. W zespole mają zostać tylko tacy piłkarze, którzy „gryzą trawę” w każdym spotkaniu.

Czy może pan już zdradzić jakieś decyzje personalne? Ktoś na pewno odchodzi lub na sto procent zostaje w Górniku na kolejny sezon?
– Istnieje grupa piłkarzy, którzy już odeszli. Należą do niej Dariusz Jarecki, Rafał Kosznik, Łukasz Tymiński, Sergei Mosnikov, Mikołaj Lebedyński, Sebastian Szerszeń, Michał Suchanek, Arkadiusz Kasperkiewicz czy Filip Karbowy. Odejdzie większość z tych, którzy w żaden sposób nie przyczynili się w zeszłym sezonie do tego, by Górnik Łęczna się utrzymał. Część zawodników na pewno zostanie, bo kilku z nich chciałbym zatrzymać w składzie. Jednak zobaczymy jak potoczą się rozmowy zarządu z tymi graczami. Takie rozmowy są cały czas prowadzone i czekamy na ich efekt. Piłkarze pokroju Grzegorza Bonina, Adriana Łuszkiewicza czy Radosława Pruchnika mogliby pomóc pod względem stricte sportowym. Ciągle z nimi rozmawiam i chciałbym nabrać przekonania, że to będą ludzie, którzy mentalnie udźwigną spoczywającą na drużynie odpowiedzialność.

Zwłaszcza, że rozgrywki drugoligowe zapowiadają się w przyszłym sezonie na bardzo mocne.
– Zgadza się. Chociaż z drugiej strony nie chciałbym też przeceniać tego poziomu rozgrywkowego. Zapowiedzi na każdym szczeblu centralnym w Polsce są bardzo huczne, a doświadczenie mówi, że później różnie z tym bywa. Nie ma co wariować zbytnio na tym punkcie. Nie patrzymy na to, co dzieje się w innych zespołach. Skupiamy się na sobie i przede wszystkim wychodzimy z założenia, że nasz zespół musi grać na miarę swoich możliwości, tak by kibice byli zadowoleni z jego gry.

Podobno z drużyny ma odejść Sergiusz Prusak?
– To bardzo zasłużona osoba dla klubu i na pewno dostanie jakąś ofertę. Ja z „Serkiem” rozmawiałem i wiem, że on podejmie rękawice i być może jest opcja, że byłby w stanie nam pomóc. Natomiast powtórzę, że muszę myśleć w kontekście czegoś więcej niż jednego sezonu. Jeśli „Serek” wskoczy teraz do bramki, to znowu zamknie możliwość bronienia młodszemu koledze. A chciałbym, żeby chłopak, który zaraz stanie między słupkami był przygotowywany do gry w następnym sezonie. Musi nastąpić zmiana pokoleniowa i Sergiusz doskonale wie jaka jest moja optyka na obsadę bramki w Górniku.

Z pewnością ma pan swoją listę kandydatów na potencjalne wzmocnienia Górnika.
– Tak, choć to też jest złożona sprawa. Wiadomo, że nie wszyscy, których bym chciał mieliby ochotę grać w tym klubie oraz nie wszyscy będą pasować akurat do tego zespołu. Mamy grać w określonym stylu i jako trener mam możliwość doboru zawodników pasujących do konkretnej koncepcji. Ten pomysł na drużynę zamierzam dostosować do szkieletu zespołu, który już obecnie istnieje.

Część zawodników z obecnej kadry nadal ma szansę na przekonanie pana do siebie czy już wszystko jest przesądzone?
– To nie jest tak, że jesteśmy w stanie skreślić zawodnika po jednym treningu czy zagraniu. Podobnie ciężko powiedzieć po tak krótkim czasie, że on z całą pewnością da nam jakość. Mamy plan, żeby do 10 lipca lub do połowy przyszłego miesiąca zwerbować lub pozyskać piłkarzy, którzy przede wszystkim pozwolą nam od razu dobrze wystartować. A później będziemy mieli czas tak naprawdę do końca okienka transferowego na to, żeby dokooptować ludzi, którzy zwiększą rywalizację w zespole. Nie zapominajmy, że w rundzie jesiennej mamy do rozegrania 21 kolejek i to na dobrą sprawę stanowi 2/3 sezonu. Później jest strasznie długa zima i tylko 13 meczów na wiosnę, które mijają bardzo szybko. Jeśli myślimy poważnie o najwyższych lokatach, to priorytetem jest mocne odbicie się na starcie, ale najpierw w okresie przygotowawczym musimy sobie zbudować grunt do tego, żeby ta sprężyna zadziałała.

Wspomniał pan o odmładzaniu zespołu, czyli zamierzacie sięgnąć po juniorów z klubowej akademii?
– Owszem. Na pewno będą oni dokładnie monitorowani, mają również trenować z pierwszym zespołem. Ponadto, pierwsza drużyna powinna regularnie mierzyć się z grupami z akademii lub z ekipą rezerw. Chciałbym mieć jak najszerszą grupę zawodników, którzy byli tutaj wcześniej szkoleni. Teraz trzeba wspólnie ustalić cały model funkcjonowania razem z trenerami akademii oraz rezerw. Musimy sobie siąść i wszystko powiedzieć oraz wyjaśnić. Młodzi gracze muszą wiedzieć jakie zachowania będą od nich wymagane i oczekiwane w pierwszym zespole. Dobry przykład tego miał miejsce na sobotnim treningu. Chcąc ćwicząc pewne elementy taktyczne, jedna grupa zachowywała się bardzo dobrze. Nie chodzi mi tu stricte o umiejętności techniczne, tylko o zachowania, które są kwalifikacją do tego, żeby móc występować w pierwszej drużynie Górnika Łęczna.

Czasu na szlifowanie taktyki oraz budowanie zespołu macie jednak mało, bo letnia przerwa pomiędzy rozgrywkami trwa w Polsce bardzo krótko.
– Dokładnie tak. Z jednej strony potrzeba dużej cierpliwości, a z drugiej prawdopodobieństwo popełnienia błędu przy transferze jest duże. Mamy świadomość, że im krótszy czas, tym ryzyko jest większe, bo znamy przykłady niewypałów transferowych. Piłkarskie losy różnie się układają, ale od tego jest szab szkoleniowy i zarząd, by dokonać właściwych ruchów i je uprzednio przeanalizować. Nie zapominajmy, że prezes Górnika był do niedawna piłkarzem i ma bardzo dużo kontaktów. A to środowisko jest bardzo hermetyczne i transparentne, bo dużo zawodników powyżej wieku juniorskiego jest znanych oraz ogranych. W ich przypadku pozostaje pytanie, w jaki sposób będą oni charakterologicznie pasować do zespołu. Jednak w związku z chęcią odmładzania zespołu będziemy również szukać młodzieżowców.

Istnieje chyba jednak duże ryzyko, że najbardziej bramkostrzelny młodzieżowiec Górnika z zeszłego sezonu, czyli Patryk Szysz odejdzie z klubu?
– Póki co, Patryk jest w Łęcznej i trenuje z nami. Nie mogę myśleć tylko w kategoriach jego odejścia. Na ten moment jest w Górniku i bardzo dobrze przygotowuje się do kolejnego sezonu, ciężko pracując. Na pewno, jeśli pojawi się oferta z Ekstraklasy czy I ligi, to nikt nie powinien chłopakowi blokować drogi do tego, żeby spełniał swoje marzenia. Musimy się jednak wstrzymać, bo na razie wszyscy dużo mówią, natomiast nic się nie dzieje jeśli chodzi o konkrety. ’

 

 

źródło: Kurier Lubelski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.